Rajd lotniczy - wycieczka w nieznane
W drugi weekend września zostałam zabrana na wycieczkę w nieznane. Brzmi romantycznie? Było romantycznie! Mimo, że to "tylko" Iza była sprawczynią całego bałaganu. Iza kupiła bilety dla nas obu już 2 miesiące temu i zaprosiła mnie na tajemniczą wycieczkę. Do końca nie wiedziałam gdzie jedziemy. Wiedziałam tylko o której mam być na lotnisku i kiedy wracam. Udało mi się załatwić 3 dni wolne w pracy, nie biorąc urlopu (uroki pracy zmianowej), spakowałam do plecaka ciepły sweter i bikini (nigdy nie wiadomo co się przyda) i w drogę! Spotkałyśmy się na lotnisku w sobotę rano i... okazało się, że lecimy do Norwegii! Strasznie się ucieszyłam bo nigdy nie byłam w Skandynawii. Ciepły sweter jednak się przyda :) W myślach już snułam plany o cudownych widokach, zapachu ryb, fiordach i wietrze... W samolocie Iza wygadała się, że do Norwegii to my lecimy w zasadzie tylko na kilka godzin... a dalsza podróż jest nadal tajemnicą. To mi dopiero wycieczka! Na lotnisku pierwsze schody. Nie przewidziałam, że Iza zabierze mnie właśnie do Norwegii - czyli poza UE. Mój paszport był akurat w ambasadzie Syrii i czekał na pieczątkę z wizą, więc pojechałam jedynie ze starym dowodem osobistym. Norwegia niby w EOG jest ale dowodu osobistego w postaci książeczki jeszcze nie widzieli. Miły pan długo sie przyglądał owemu dziwnemu dokumentowi, pytał na ile przyjechałam i gdzie jadę dalej. Jakie było jego zdziwienie gdy powiedziałam, że przyjechałam tylko na kilka godzin ale nie wiem gdzie lecę dalej! W końcu po interwencji jakiegoś miłego rodaka (bardzo mu dziękuję za pomoc), który pokazał panu Norwegowi swój nowy dowód osobisty i potwierdził moja wersję, że książeczka jest tak samo ważna, zostałam wpuszczona do Norwegii. Na pożegnanie pan Norweg z szerokim uśmiechem powiedział, że z każdego samolotu wybierają jedną osobę, której robią problemy z wjazdem do No...
Kliknij, by czytać dalej i skomentować
ZOBACZ WIĘCEJ
|