Kenia - dzień po dniu

|
25 lutego, czwartek
119 dzień wyprawy
Wymiana pieniędzy, zakupy na drogę i ruszamy. Upal, droga faktycznie fatalna, ale da się jechać. Pierwsze kilometry z górki, ale podłoże jest tak kamieniste, że prędkość oscyluje w granicach 10km/h. Po kilku kilometrach docieramy do pierwszej małej osady, to tylko kilka glinianych chałup, ale zatrzymujemy się na krótki postój. Pijemy ciepłą colę (szczęście że w ogóle jest), bierzemy zapas wody do butelek i jemy obiad przyrządzony dla nas przez jedną z kobiet. Smaczne spaghetti wystarczająco wzmacnia nas przed kolejnymi kilometrami, przy okazji przeczekujemy w cieniu porę największego upału. Droga coraz bardziej daje nam się we znaki, zaczynamy ja przeklinać, rowery tracą przyczepność na kamieniach, o wywrotkę nietrudno, do tego butelki z wodą, przymocowane z tyłu wypadają, wytrącając nas z równomiernego tempa. Ok. godziny 18.00 rozbijamy wreszcie obóz w środku sawanny i po szybkiej kolacji z ulga udajemy się na spoczynek.
48km
26 lutego, środa
120 dzień wyprawy
Od kilku dni nie mamy zasięgu telefonii komórkowej, urwał się więc kontakt z Polską. Za to mamy szczęście do dobrej pogody. Jest ciepło, ale nie upalnie, czasem zza chmur wyjdzie słońce. Ruszamy o 7.50. Po pięciu godzinach jazdy po niewyobrażalnych wertepach docieramy do osady Sololo. Tu robimy dłuższą przerwę na odpoczynek i posiłek. O 13-tej do baru dociera czterech białasów, którzy jada stopem do RPA na mistrzostwa. Szybko jedzą posiłek i dalej w drogę, bo samochód już daje sygnał do odjazdu. Umawiamy się z nimi w RPA, ale pewnie spotkamy ich wcześniej. Po trzech godzinach przerwy ruszamy dalej. Po drodze spotykamy dużą małpią rodzinę bawiącą się wśród drzew. W ujęciu wodnym zbudowanym przez Unię Europejską uzupełniamy świeży z...
Kliknij, by czytać dalej i skomentować
ZOBACZ WIĘCEJ
|